Pamięć Treblinki

Relacja Guty Nakrycz z Otwocka:

Moi bracia, Ruwen Katz lat 23 i Wolf Katz, lat 26, zostali zabrani z Otwocka do budowy obozu w Treblince. Z obozu w Treblince uciekł wtedy młody chłopak z miejsca pracy przy naprawie toru kolejowego i gdy podczas apelu Niemcy stwierdzili brak jednego Żyda, wydali rozkaz odliczyć dziesiątkę z szeregu i ich rozstrzelać. W tej dziesiątce znajdowali się moi bracia. Mój młodszy brat Ruwen zwrócił się wówczas z prośbą do Niemców i prosił ich by przynajmniej jednego z nich zostawili przy życiu. Niemcy nawet nie chcieli wysłuchać jego prośby i rozkaz rozstrzelania został na miejscu wykonany. Było to w ostatni dzień świąt Pesach 1942 r.
Nadszedł dzień 19 sierpnia 1942 r. Godzina 6-ta rano. Już z daleka słychać śpiewy pijanych żołdaków na tankach, widać jak pędzą szosą świderską na Otwock. Getto zostaje oblężone przez Niemców i Ukraińców. Świst kul wypełnia powietrze. Szczuci i tropieni jesteśmy. Szatańskie uganianie się za ludźmi jak za zwierzętami. SS-mani rzucają się na swoje ofiary jak bestie. Cały dzień trwają strzały. Trupami zasłane jest getto. Pędzą matki nieszczęśliwe do wagonów z dziećmi do rampy kolejowej. Kopią, okładają kolbami. Jęki, krzyki, wrzaski, piekło na ziemi. Opuszczeni przez Boga i ludzi. „Wody! wody!” – słychać. Tak to trwało do godziny 10-tej wieczór. Nasi zostali wzięci do wagonów do Treblinki, do komór gazowych.
Ja z mężem moim Hirszem Kucykiem, lat 37, z teściową Itą Kucyk, lat 62, oraz z dwiema siostrami męża i kilkoma sąsiadami ukryliśmy się na poddaszu w willi na ulicy Warszawskiej przez przeciąg dwóch dni od rozpoczęcia likwidacji. Pod nami słyszeliśmy wkraczających żołdaków do domu. Zastali tam kobietę chorą w łóżku, strzelili do niej i odeszli. Kobieta ciężko ranna przez cały dzień i całą noc jęczała, w końcu ucichł jej głos. Widocznie zmarła.
[W ukryciu] spotkałam się z moją krewną i jej dziećmi. Jej najgorętszym życzeniem było, ażeby ją Niemcy zastrzelili pierwszą, ażeby nie musiała patrzeć jak dzieci są rozstrzelane. Niemcy bowiem zazwyczaj rozstrzeliwali dzieci na oczach matek. Była to szczera modlitwa żydowskiej matki w owych dniach.
Moim gorącym życzeniem było, by Niemcy mnie żywej nie złapali, i by mnie nie prowadzili do bratniego grobu i by rozebraną do naga na pośmiewisko publiczne nie rozstrzelali. Wolałam być rozstrzelaną w ucieczce.
Niemcy sprowadzili Żydów z obozu karczewskiego, którzy w asyście Niemców obchodzili domy żydowskie i nawoływali w języku żydowskim, by wyjść z ukrycia. Słyszeliśmy ich głosy i widzieliśmy ich przez szpary na poddaszu, ale nie ruszyliśmy [się] z miejsca. Dopiero po dwóch dniach, gdy zupełnie ucichło, wyszliśmy po północy z naszej kryjówki.
Ja z moim mężem poszłam do miejscowości Świder, do znajomych Polaków, gdzie podczas tej koszmarnej nocy ukryliśmy nasze dzieci (Beniego lat 12 i Stefanka lat 8). Polka nie chciała nas wpuścić do domu. Wreszcie po wielkich prośbach otworzyła drzwi i na zapytanie, gdzie są nasze dzieci, odpowiedziała, że z powodu strachu kazała naszym dzieciom opuścić mieszkanie, ale pocieszała nas, że dzieci prawdopodobnie żyją i znajdują się w okolicy Świdra. Wtedy to właśnie mój mąż pożegnał się ze mną i miał się ukryć w innym miejscu, a ja w innym miejscu. Dzieci moich już nie widziałam więcej od tej pory. Znajomy policjant nazwiskiem Nussenholz z Kołbieli powiedział mi, że dzieci moje wyrzucone przez Polkę poszły do wagonów szukać rodziców.
Powiedział mi też, że mąż mój, Hirsz Kucyk, został złapany przez Niemców i rozstrzelany i pochowany w bratnim grobie pomiędzy Świdrem a Otwockiem.
Niemcy wraz z granatową policją rozpoczęli wyszukiwanie resztki Żydów po mieszkaniach, strychach i piwnicach. Kto się jeszcze zdołał skryć, został zatrzymany i odprowadzony na żydowski posterunek. Strasznie i nieludzko wyglądali ci wyciągnięci z tych wykrytych zakątków. Umęczonych do ostateczności po kilkudniowym ukryciu zabrano do grobu bratniego przygotowanego z góry – mogiły na piaskach pomiędzy Świdrem a Otwockiem. Tam nastąpiła egzekucja sióstr i braci naszych. Śmiertelnie bladzi, przerażeni, w skrajnej rozpaczy, rozbierali się z wierzchniej odzieży, żywi ludzie nachyleni nad grobem, a kula w tył głowy strącała jednego za drugim do wspólnej mogiły. Tam też zginęła moja teściowa Ita Kucyk z dwoma córkami.

(Na podstawie: Archiwum Yad Vashem, relacja AYV O.3.1578)